Przez unijne przepisy rosną koszty obsługi klimatyzacji w starszych autach. Ograniczona dostępność czynnika R134a spowodowała, że na rynku coraz częściej spotyka się tańszy środek z Chin o nieznanym składzie. Podpowiadamy, jak nie dać się oszukać w warsztacie.

Przed 1 stycznia 2017 r. w samochodowych układach klimatyzacji powszechnie używany był czynnik chłodniczy R134a. Był on tani i dobrze dostępny, dlatego koszt „nabicia klimy” często mieścił się w 100-150 zł. Niestety, R134a ma istotną wadę – wysoki indeks GWP (z ang. Global Warming Potential), wynoszący aż 1430. W trosce o środowisko naturalne unijni urzędnicy przyjęli dyrektywę, zgodnie z którą od 2017 r. we wszystkich nowych autach środek chłodniczy w układach klimatyzacji musi mieć wartość GWP poniżej 150.

Dlatego w samochodach wyprodukowanych po 2017 r. spotkamy już nowy czynnik – R1234yf, którego GWP jest równe 4. Wprowadzenie tego środka przełożyło się na kilkukrotny wzrost cen serwisu klimatyzacji, o czym szerzej pisaliśmy w tym artykule. Niektórzy producenci „wyłamali się” ze stosowania R1234yf, który może okazać się skrajnie niebezpieczny w wyniku rozszczelnienia układu podczas wypadku. Dlatego np. Mercedes postanowił napełniać układy klimatyzacji w swoich autach CO2, czyli dwutlenkiem węgla.

Unijne przepisy nie tylko zakazały używania R134a w nowych autach, ale także stopniowo reglamentują dostępność tego czynnika na rynku, z roku na rok ograniczając wielkość kontyngentów tego środka przewidzianego do sprzedaży. Co gorsza, obydwa gazy nie są zamienne. Oznacza to, że w starszych układach klimatyzacji nie można stosować nowszego czynnika R1234yf. Liczba samochodów, w których stosowano R134a jest nadal duża, a właściwy środek trudno kupić. Jak podają branżowe portale, w ubiegłym roku koszt „nabicia” układu starym czynnikiem wzrósł o 600%!

To wszystko przyczynia się do rozwoju „szarej strefy” – obrotu nieznanym czynnikiem, nielegalnie sprowadzanym zza naszych wschodnich granic, którego wartość szacuje się na ok. 240 milionów zł rocznie. Pozwoliło to utrzymać ceny obsługi klimatyzacji na poziomie 200-300 zł, jednak nie powinniśmy się z tego powodu cieszyć. Pochodzący z przemytu czynnik chłodniczy nie posiada żadnych atestów i nieznany jest jego rzeczywisty skład chemiczny. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że stosowane substancje mogą być niebezpieczne dla zdrowia i łatwopalne.

Jak nie dać się oszukać podczas serwisu klimatyzacji?

Czynnik pochodzący z nielegalnego źródła najłatwiej poznać po sposobie przechowywania. Przepisy UE ściśle regulują tę kwestie i zakazują stosowania w tym celu jednorazowych butli. Dlatego podczas wizyty w warsztacie koniecznie sprawdźmy, jak składowany jest czynnik, z którego korzysta mechanik.

Kolejnym sygnałem ostrzegawczym powinien być koszt usługi. W związku z ograniczoną dostępnością legalnego czynnika R134a naturalnym następstwem tego jest wzrost cen. Jeśli w wybranym przez nas zakładzie koszt „nabicia klimy” jest wyraźnie niższy niż w konkurencyjnym warsztacie, może to oznaczać, że układ w naszym aucie zostanie napełniony środkiem niewiadomego pochodzenia.

Niestety obecna sytuacja jest właściwie bez wyjścia, przynajmniej dopóki nie zmienią się unijne przepisy w tej materii. Coraz gorsza dostępność atestowanego R134a na rynku będzie powodowała wzrost cen, a to przyczyni się do dalszego wzrostu „szarej strefy”. Dlatego jeśli chcemy mieć pewność, że w klimatyzacji naszego auta znajduje się właściwy czynnik, musimy pogodzić się z wyższymi kosztami obsługi tego układu.

Oceny czytelników
[Głosów: 0 Średnia: 0]

1 KOMENTARZ

  1. a ja intensywnie szukam „oszusta” który za ułameczek ceny nabije mi instalację R290 (pospolity propan , który jest o rząd wielkości bardziej sprawny od oficjalnych w Polsce środków , kosztuje grosze i w razie pożaru jest palny jak wszystkie oprócz co2 , a przede wszystkim nie jest jadowicie żrący jak to najnowsze „cudo”)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here