Porsche Cayenne S Diesel

Zapraszamy na cotygodniowy przegląd wiadomości ze świata motoryzacji. Krótko i na temat – dla tych, którzy nie mają czasu na śledzenie branżowych mediów. W tym tygodniu: Porsche żegna diesle, będą kary za cofanie liczników, „rozmyte” skutki afery GM ze stacyjkami, CX-5 z silnikiem 2.5 turbo, powrót Celiki i MR2.

Porsche zrywa z dieslami – definitywnie

Firma Porsche, która jako marka grupy Volkswagen – montująca jednostki TDI w swoich autach – została wciągnięta w aferę spalinową, ogłosiła, że nie będzie już dłużej oferować aut z silnikami wysokoprężnymi. Dotąd pojawiały się jedynie mgliste doniesienia na ten temat: nie brakowało głosów, że nowe Cayenne i aktualna Panamera będą dostępne także z dieslami 3.0 V6 oraz 4.0 V8. Decyzję o wycofaniu się z diesli prawdopodobnie przyspieszyło wprowadzenie nowego cyklu pomiarowego WLTP. „Nigdy nie projektowaliśmy i nie produkowaliśmy silników Diesla” – powiedział szef Porsche, Oliver Blume. „Mimo to obraz Porsche ucierpiał. Kryzys dieslowski sprawił nam wiele kłopotów”.

Jakiś czas temu wycofanie diesli mogło stanowić dla Porsche sporą stratę. Na rynku europejskim jeszcze w ub.r. poprzednia generacja Cayenne była kupowana głównie z dieslami (70-proc. udział), a ogólny udział tego rodzaju napędu w gamie nowych modeli na Starym Kontynencie stanowił 15%. W ostatnich miesiącach obserwujemy jednak rosnącą niechęć rynku do aut z silnikami wysokoprężnymi i zapowiedzi ograniczeń w ruchu w centrach miast (choć dotyczące starszych diesli). Wzrastają koszty ich produkcji oraz skomplikowanie konstrukcji wymuszone zaostrzającymi się normami emisji spalin. Równocześnie klienci mają do wyboru coraz więcej hybryd, w tym plug-in, których zakupy są w Europie Zachodniej wspierane zachętami podatkowymi.

Efekt: przybywa nabywców hybrydowych modeli plug-in Porsche, a i sam producent aktywnie poszerza ich gamę. Przykładowo, już teraz 63% egzemplarzy Panamery sprzedawanych w Europie to właśnie hybrydowe odmiany plug-in (4 E-Hybrid oraz Turbo S E-Hybrid).

Rząd przyjął ustawę o karach za cofanie liczników

Rada Ministrów zaakceptowała przygotowane w Ministerstwie Sprawiedliwości zmiany w prawie, które mają ukrócić proceder „przekręcania” liczników w używanych autach. W myśl przyjętego przez rząd projektu nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym i kodeksu karnego za każde sfałszowanie („przekręcenie”) licznika będzie grozić kara więzienia od 3 miesięcy do 5 lat. Dotknie ona zarówno zlecającego oszustwo, jak i wykonawcę, np. mechanika w warsztacie. Z kolei kara grzywny do 3 tys. będzie grozić wtedy, gdy właściciel samochodu nie zgłosi w stacji kontroli pojazdów faktu wymiany całego licznika na nowy (np. z powodu awarii).

Podobne rozwiązania funkcjonują od dawna w państwach Europy Zachodniej. W Niemczech za fałszowanie wskazań licznika przebiegu kilometrów w samochodzie można dostać 5 lat więzienia. W Austrii rok więzienia grozi za fałszowanie danych technicznych pojazdów. Francuskie prawo przewiduje 2 lata więzienia za zmianę wskazań licznika przebiegu, a w Czechach każda ingerencja w stan licznika grozi rokiem więzienia i przepadkiem samochodu (więcej informacji na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości).

GM: sprawy karnej za stacyjki nie będzie

Za wnioskiem prokuratorów federalnych sędzia federalny z Nowego Jorku odrzucił postępowanie karne przeciwko koncernowi General Motors za montowanie wadliwych stacyjek, które łączy się ze 124 zgonami.

Wadliwe stacyjki w samochodach General Motors

W 2015 r., po oskarżeniach o oszustwo i ukrywanie przed urzędnikami państwowymi sprawy wadliwych stacyjek, firma zawarła porozumienie z biurem prokuratora generalnego w Nowym Jorku. Na mocy porozumienia zapłaciła grzywnę w wysokości 900 mln dolarów i zaakceptowała trzyletni nadzór niezależnego audytora (za agencją Reuters).

Teraz trzy lata minęły, a General Motors spełnił wszystkie zapisy porozumienia. W minionych latach koncern przeprowadził kampanię serwisową dla 2,6 mln pojazdów i zapłacił ponad 2,6 mld dolarów kar oraz zadośćuczynień – w tym 120 mln dolarów, jakie w październiku 2017 r. zgodził się zapłacić w ramach zaspokojenia roszczeń 49 stanów USA.

W 2015 r. federalni urzędnicy obwieścili, że GM ukrywał wadę stacyjek (według przedstawicieli władz stanowych – od 2004 r.), a ryzyko ich awarii można było znacznie ograniczyć, przeprowadzając w samochodzie modyfikacje o wartości… poniżej 1 dolara na egzemplarz. Wówczas nie traktowano jednak sprawy jako istotnej z punktu widzenia bezpieczeństwa.

W związku ze sprawą wadliwych stacyjek prezes koncernu GM Mary Barra zwolniła z pracy 15 osób, w tym 8 dyrektorów. Nikt nie poniósł jednak odpowiedzialności karnej. Koncern wciąż zmaga się z postępowaniami cywilnymi ofiar wypadków, jakie wiąże się z wadliwymi stacyjkami, oraz ich rodzin (stacyjki powodowały m.in. odłączanie zapłonu i blokadę kierownicy, a w konsekwencji – utratę panowania nad pojazdem).

Dla porównania, dotychczasowy bilans afery spalinowej VW to: 27,4 mld euro kar i grzywien, aresztowania i akty oskarżenia dla szefostwa marek koncernu, 12 mln aut objętych kampanią serwisową lub wycofanych z eksploatacji. I zero ofiar.

Nowy Ford Focus ST z silnikiem 2.3 EcoBoost?

Na to wygląda. Media obiegło zdjęcie etykiety spod maski przedprodukcyjnego egzemplarza, wskazujące, że do napędu auta posłuży 2,3-litrowy silnik GTDI – zapewne odmiana jednostki, którą można już spotkać w obecnym Focusie RS oraz bazowym Mustangu. Plotki głoszą, że jej moc ma oscylować wokół 280 KM. Przypomnijmy, że obecny Focus ST korzysta z 2-litrowego benzynowego silnika turbo o mocy 250 KM (jest też wariant wysokoprężny – 2.0 TDCi o mocy 185 KM).

Naklejkę można zobaczyć tutaj.

Nowy SUV Ferrari nazywa się…

Producent z Maranello ujawnił swoje plany na latach 2018-2022 – a wśród nich projekt „Purosange”. Tak ma nazywać się pierwszy SUV Ferrari (choć firma skrzętnie omija określenie „SUV”). W wolnym tłumaczeniu nazwa oznacza tyle co rasowy lub pełnokrwisty. Model prawdopodobnie otrzyma napęd hybrydowy – podobnie jak większość najnowszych Ferrari. Jego premiera ma nastąpić w 2022 roku. Rywale: przede wszystkim Lamborghini Urus, a także Rolls-Royce Cullinan oraz Bentley Bentayga.

C5 Aircross Hybrid Concept – hybrydowy SUV Citroena w Paryżu

Na paryskich targach Citroen pokaże prototyp C5 Aircross Hybrid – zapowiedź hybrydowego SUV-a plug-in. Model ma trafić do sprzedaży na początku 2020 roku. Do jego napędu posłuży benzynowy silnik 1.6 turbo o mocy 180 KM sprzęgnięty ze 109-konną jednostką elektryczną. Moc systemowa takiego zespołu wynosi to 225 KM. W trybie elektrycznym samochód ma być w stanie pokonać dystans do 50 kilometrów.

Na rynku polskim „zwykły” Citroen C5 Aircross ma pojawić się w pierwszych miesiącach 2019 roku. To kompaktowy crossover/SUV, pod względem konstrukcyjnym spokrewniony z Peugeotami 3008 i 5008, Opem Grandlandem X oraz DS-em 7 Crossbackiem.

Najnowsze wyniki testów zderzeniowych: ciekawostki

Nowe Suzuki Jimny zdobyło „tylko” 3 gwiazdki w ostatniej edycji testów niezależnej organizacji Euro NCAP, badającej bierne i aktywne bezpieczeństwo nowych samochodów. Jimny „oberwał” przede wszystkim za słaby poziom ochrony klatki piersiowej podczas uderzenia w barierę z przesunięciem – tzw. off-setowego (powierzchnią 40% przodu), a także za niedostateczne napełnienie poduszki powietrznej, przez co kierowca uderzył głową w kierownicę. Rozczarowuje również skuteczność przednich zagłówków przy uderzeniu w tył pojazdu. Dobrze wypada natomiast ochrona nóg i kolan oraz skuteczność układu antykolizyjnego. W skrócie, ochronę dorosłych oceniono na 73%, dzieci z tyłu na 84%, a pieszych – na 52%. Czy to zaskoczenie? Jimny jest małym samochodem, w dodatku terenowym. Trzy gwiazdki to taka „trójka” – czyli egzamin jednak zaliczony.

Przypominamy, że wyniki testów Euro NCAP są porównywalne tylko w obrębie modeli z danego segmentu.

Z kolei Tesla Model 3 otrzymała maksymalną ocenę w teście zderzeniowym amerykańskiej organizacji badającej bezpieczeństwo pojazdów – NTHSA. Zarówno przy zderzeniu czołowym, bocznym, w słup, jak i dachowaniu poziom ochrony oceniono na maksymalny (5*). Wniosek: o aspekt bezpieczeństwa w przypadku samochodów elektrycznych nie trzeba się martwić.

Elektrycznego Mercedesa po poważnym wypadku już nie naprawisz

Jak doczytaliśmy się w materiale prasowym dotyczącym nowego Mercedesa EQC (czytaj naszą prezentację), po poważnym wypadku nie będzie już możliwości ponownego uruchomienia układu wysokiego napięcia. Czyli auto czeka złomowanie. Może to oznaczać, że rynek nowych samochodów jeszcze bardziej przechyli się w stronę leasingu oraz wynajmu długoterminowego – a pojazdy, które zostały odbudowane po dotkliwych wypadkach, z rynku aut używanych wyeliminują się… same.

Mercedes EQC
Mercedes EQC

Zaciągnięcie elektrycznego „ręcznego” przy ponad 190 km/h – co się stanie?

Chris Harris, znany dziennikarz motoryzacyjny i gospodarz programu „Top Gear”, na krótkim filmie demonstruje, jak 310-konny Golf R zachowuje się po uruchomieniu elektrycznego hamulca „ręcznego” przy prędkości 120 mil/h (193 km/h). Nie ma zaskoczenia: samochód… hamuje. I to subtelnie. Przy okazji Harris przeprowadził drugą próbę: czy elektryczny „ręczny” pozwala na efektowny poślizg w zakręcie? Tu też w zasadzie nie ma zaskoczenia – nie pozwala. Zobaczcie sami:

Z dziennikarskiego obowiązku przypominamy, że pierwszymi autami z elektrycznym hamulcem postojowym były Lancia Thesis oraz BMW serii E65/E66 (Lancia szybciej zadebiutowała, BMW szybciej trafiło do sprzedaży).

Aston Martin trafia na giełdę

Aston Martin liczy, że październikowy debiut na londyńskiej giełdzie papierów wartościowych przyniesie firmie wycenę na poziomie 6,7 mld dolarów. W ramach oferty publicznej (IPO) firma planuje sprzedać około 25% swoich udziałów. Cena jednej akcji zostanie ujawniona w okolicach 3 października. Producent liczy na zwiększenie swojej wartości przed wyjściem Wielkiej Brytanii z UE – z powodu spodziewanych ceł podniesie to koszty produkcji na Wyspach. Aby temu zapobiec, Aston Martin zwiększa obecnie zapasy części pochodzących od dostawców z kontynentalnej części Europy.

Aston Martin Vanquish S Coupe (2018)
Aston Martin Vanquish S Coupe (2018)

Mazda CX-5 w silnikiem 2.5 turbo…

…ale tylko w USA. Jak ujawnił Autoblog, dealerzy Mazdy w Ameryce Północnej przygotowują się do wprowadzenia CX-5 w wersji GT, z 2,5-litrowym benzynowym silnikiem turbo (253 KM i 420 Nm) znanym już z 6 oraz CX-9, a także elementami wyposażenia z odświeżonej niedawno „szóstki” (m.in. naturalne drewno, wentylowane fotele). Niestety, z uwagi na normy emisji spalin jednostka nie jest i najpewniej nie będzie oferowana w Europie.

Mazda CX-5 2018
Topowym wariantem drugiej generacji CX-5 była dotychczas benzynowa wersja o wolnossącym silnikiem benzynowym o pojemności 2,5 litra i mocy 192 KM.

BMW 750Li xDrive w różowym kolorze Rose Quartz

Importer BMW w Abu Zabi (Zjednoczone Emiraty Arabskie) zaprezentował BMW serii 7 w nietypowym kolorze z palety BMW Individual – różowym odcieniu Rose Quatrz. Samochód otrzymał też pakiet ospojlerowania i wieloramienne obręcze. Do jego napędu służy 450-konny silnik V8, zapewniający przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 4,5 s.

Poza Suprą powrócą Toyoty Celica i MR2?

Popularne niegdyś sportowe Toyoty mogą wrócić na rynek. Jak podaje magazyn „Road and Track”, Masayuki Kai – asystent głównego inżyniera projektu nowej Supry – powiedział w rozmowie, że „chcemy przywrócić Celicę, chcemy przywrócić MR2„. Pierwszeństwo Supry ma wynikać z „największego zapotrzebowania rynku„. Później może przyjść kolej na Celicę i MR2.

Toyota Celica T230
Ostatnia generacja Celiki (T230, fot.) była wytwarzana w latach 1999-2006.

Przypomnijmy, że Celica to nieduże coupe z przednim napędem (lub 4×4), a MR2 – małe auto sportowe z silnikiem umieszczonym centralnie, które w swoim ostatnim wcieleniu miało nadwozie typu roadster. Oba modele zniknęły z oferty w połowie lat 2000., a ich duchowym spadkobiercą jest po części model GT86. O ile MR2 zawsze była niszowa, o tyle Celica sprzedawała się naprawdę przyzwoicie. Przykładowo, w 1986 roku znalazła w Europie 106 tys. nabywców (!), a w 2000 roku – 52 tys. Niestety, w latach 2005 i 2006 jej sprzedaż spadła na Starym Kontynencie spadła poniżej 10 tys. egzemplarzy rocznie.

Toyota MR2 W30
Ostatnia „MR-dwójka”: typoszereg W30, produkowany w latach 1999-2007.

Koncepcja Toyoty ma swoje uzasadnienie: klienci lubią marki, które budzą sportowe emocje. Widać to po Nissanie, który utrzymuje przy życiu 370Z i GT-R-a, widać też było po Hondzie, która po „romansie” z ekologią w połowie ubiegłej dekady wróciła do produkcji NSX-a. Teraz podobnej sytuacji doświadcza Mitsubishi, niegdyś producent cenionych aut sportowych, dziś znany tylko z SUV-ów i pick-upów. Póki co Toyota z sukcesami angażuje się w sportowy motorowe i publikuje kolejne zapowiedzi na temat nowej Supry. Czekamy na konkrety!

6000 dolarów za instrukcję do samochodu

Tyle zgodził się zapłacić nabywca za instrukcję obsługi do Porsche 911 3.0 RSR rocznik 1974 – modelu, który powstał w 54 egzemplarzach. Wyróżniał go 330-konny silnik 3.0 B6 oraz wyjątkowo niska masa własna, wynosząca niespełna 950 kg (za: Jalopnik.com / Bring A Trailer).

Porsche 911 3.0 RSR - instrukcja
Instrukcja do Porsche 911 3.0 RSR (1974) / bringatrailer.com
Oceny czytelników
[Głosów: 0 Średnia: 0]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here