Na listę obowiązkowego wyposażenia trafiły kamery cofania. Na razie tylko w USA, jednak nie można wykluczyć, że inne kraje przejmą regulację znacznie ułatwiającą manewrowanie autem i podnoszące bezpieczeństwo w trakcie cofania.

Systematycznie nowelizowane przepisy wymusiły wyposażanie nowych pojazdów m.in. w ABS, ESP, światła do jazdy dziennej, funkcję ostrzegania o spadku ciśnienia powietrza w oponach, a ostatnio system eCall, który automatycznie powiadamia służby ratunkowe o wypadku. Możliwe do uzyskania dodatkowe punkty w testach EuroNCAP skłoniły producentów samochodów do montowania systemów przypominających o konieczności zapięcia pasów, informujących o ograniczeniach prędkości, a w określonych warunkach automatycznie uruchamiających procedurę awaryjnego hamowania przed przeszkodą.

Staraniami amerykańskiego National Highway Traffic Safety Administration (NHTSA) od maja 2018 r. wszystkie sprzedawane w USA samochody będą musiały być wyposażone w kamerę cofania, której obiektyw obejmie leżącą bezpośrednio za autem przestrzeń o wymiarach przynajmniej 3×6 m.

Kamera cofania w Volkswagenie
Volkswagen ukrywa kamery cofania w swoich autach pod logotypem. Ogranicza to brudzenie się obiektywu podczas jazdy w deszczu czy przy padającym śniegu. Zjawisko jest nieuniknione przy kamerze zamontowanej w standardowy sposób, czyli w górnej części wnęki na tablicę rejestracyjną. (fot. Krzysztof Paliński)

Dodatkowy element wyposażenia ma znacząco zmniejszyć ryzyko tragicznego wypadku podczas manewrowania autem – w szczególności potrącenia dzieci, które z fotela kierowcy nie są widoczne nawet w znacznej odległości od pojazdu. Martwe pole rośnie wraz z rozmiarami pojazdu. W USA, gdzie doskonale sprzedają się duże SUV-y oraz pickupy, dochodzi podczas cofania dochodzi do 14 tysięcy wypadków rocznie. Ginie w nich ok. 200 osób.

Wyświetlacz kamery cofania w lusterku
Jeżeli samochód nie jest wyposażony w system multimedialny lub nie jest on w stanie wyświetlić obrazu z urządzenia zewnętrznego, najlepszym miejscem do prezentowania obrazu z kamery jest ekran w lusterku. Ułatwia on też jednoczesną kontrolę sytuacji za samochodem lusterkiem i kamerą. (fot. Robert Magdziak)

Zapowiadana od dłuższego czasu zmiana nie była wstrząsem dla rynku. Przed wejściem w życie nowych przepisów 3/4 pojazdów i tak miało na wyposażeniu kamery cofania. NHTSA oszacowało, że w autach z centralnym wyświetlaczem wprowadzenie kamery kosztuje ok. 40 dolarów. Gdy ekranu nie było, operacja może pochłonąć ok. 140 dolarów.

Obraz z kamery cofania
Bardziej zaawansowane systemy wyświetlają na ekranie linie obrazujące tor jazdy samochodu, a nawet oznaczają przeszkody, w które mógłby uderzyć tył pojazdu. (fot. Krzysztof Paliński)

Kamery cofania pozostają drogą opcją

Jednym z pierwszych popularnych modeli z kamerą cofania był Nissan Primera P12 (2002-2007), gdzie przydatne rozwiązanie nie było elementem wyposażenia standardowego jedynie w bazowej wersji. Minęło przeszło 15 lat, elektronika istotnie potaniała, a sytuacja praktycznie nie uległa zmianie. W Europie kamery cofania pozostają ekskluzywnym dodatkiem – zarezerwowanym dla droższych wersji bądź oferowanych za sporą dopłatą. Nawet w Dacii, słynącej z przystępnych cen opcji, za kamerę (i tylne czujniki parkowania) do Dustera trzeba dopłacić od 800 do 1500 zł. W markach z półki premium jest znacznie drożej. Kamera do Audi A3 kosztuje 1990 zł, ale wraz z nią trzeba zamówić przynajmniej przednie i tylne czujniki parkowania, przez co kwota na fakturze rośnie do 5780 zł.

Najtańsze akcesoryjne kamery cofania kosztują 100-150 zł. Najdroższe to wydatek przeszło 1000 zł. Dostępne są zarówno zestawy przewodowe, jak i bezprzewodowe – w tym wyświetlające obraz na ekranie smartfona.