W Polsce rowery elektryczne systematycznie zyskują na popularności. Decydując się na zakup e-bike, nie wolno zapominać o przepisach, które ograniczają moc silnika (do 250 W), prędkość jazdy z elektrycznym wspomaganiem (do 25 km/h) oraz regulują konstrukcję jednośladu.

Obecnie w krajach Unii Europejskiej sprzedaje się ok. 2 mln rowerów elektrycznych rocznie. Eksperci szacują, że w ciągu najbliższych pięciu lat zostanie osiągnięty poziom sprzedaży 5 mln elektrycznych jednośladów rocznie. Rowery elektryczne coraz częściej pojawiają się w ofertach producentów samochodów. Tego typu pojazdy były lub są oferowane m.in. przez Audi, BMW, Porsche czy smart. Swoich sił w segmencie e-bike próbują też renomowani wytwórcy motocykli – m.in. Piaggio, Kawasaki czy KTM, a Yamaha wyspecjalizowała się w produkcji silników. Nie jest to już więc niszowa gałąź rynku, tylko coraz lepiej prosperująca branża.

Rower z elektrycznym wspomaganiem
Swoich sił w segmencie rowerów elektrycznych próbują także renomowani producenci samochodów – np. smart, który za wprowadzony do sprzedaży jednoślad liczył sobie 11 tys. zł. (fot. Newspress)

W myśl obowiązujących przepisów rower jest nie tylko pojazdem napędzanym siłą ludzkich mięśni. Do tej kategorii zaliczane są także pojazdy wyposażone w pomocniczy silnik elektryczny. Musi być on uruchamiany naciskiem na pedały (co wyklucza możliwość jazdy wyłącznie „na silniku”) i zasilany prądem o napięciu do 48 V. Sprecyzowane zostały także informacje o mocy – znamionowa moc ciągła silnika roweru elektrycznego nie może przekraczać 250 W i musi być zmniejszana stopniowo i spadać do zera po przekroczeniu 25 km/h. Nawet tak niewielki silnik wystarcza, by jazda stała się mniej męcząca – przekazuje bowiem na korbę lub tylne koło ok. 75 Nm. Wspomniane 25 km/h nie jest imponującą prędkością. Wielu rowerzystów bez wspomagania elektrycznego jeździ szybciej po ścieżkach rowerowych. 250 W to natomiast zbyt mało, by znacząco ograniczyć wysiłek towarzyszący jeździe w trudnym terenie czy pod strome wzniesienie. Dla osób mniej wydolnych fizycznie optymalne byłoby przynajmniej 500 W.

Rynek odpowiedział na potrzeby klientów. Komputery sterujące napędem wielu rowerów elektrycznych pozwalają na przesunięcie ogranicznika prędkości w okolice 40 km/h. Problemu nie stanowi też zakup jednośladu z silnikiem rozwijającym 500, 800 czy 1000 W. Rezygnując z fabrycznie skompletowanego jednośladu na rzecz roweru składanego samodzielnie lub przez serwis według wskazanej przez klienta specyfikacji, można zlecić montaż silnika o mocy 2, 4 czy 6 kW, a nawet większej, co pozwala na rozpędzanie się nawet do blisko 100 km/h. Oczywiście w świetle prawa nie taki pojazd nie jest już rowerem, tylko motorowerem (do 4 kW) lub motocyklem (powyżej 4 kW), co oznacza, że powinien zostać zarejestrowany i ubezpieczony. Aby użytkowanie ich na drogach publicznych było legalne, w sterownikach napędu znajduje się funkcja ograniczania mocy i prędkości.

Rower elektryczny
Wiele droższych rowerów elektrycznych przypomina lekkie motocykle ceną, budową i osiągami. (fot. Newspress)

Policjanci przeprowadzający kontrolę użytkownika roweru elektrycznego nie mają możliwości sprawdzenia mocy rozwijanej przez silnik bez pomocy rzeczoznawcy. Niezgodność e-bike z obowiązującymi przepisami są jednak w stanie określić na podstawie jego osiągów. Jeżeli po płaskiej drodze jednoślad porusza się w tempie 35-45 km/h, a osoba nim kierująca nie pedałuje lub bardzo wolno kręci pedałami, nie ulega wątpliwości, że jednoślad został poddany „tuningowi”.

Rower elektryczny – uprawnienia i polisa OC

W skrajnej sytuacji kierującemu grozi mandat lub skierowanie sprawy do sądu z zarzutami prowadzenia pojazdu, który nie spełnia warunków technicznych przewidzianych dla rowerów, za co grozi do 200 zł mandatu. Czy zasadne byłyby sankcje za prowadzenie motocykla bez wymaganych uprawnień, użytkowanie pojazdu niedopuszczonego do ruchu, bezzasadne korzystanie ze ścieżki rowerowej czy jazdę bez kasku, wymaganego w przypadku poruszania się motorowerem lub motocyklem? A co z kwestią ubezpieczenia OC? Wątpliwości jest wiele. Sprawie postanowiła przyjrzeć się Komisja Europejska, która opowiada się za wprowadzeniem obowiązku ubezpieczenia rowerów elektrycznych (także użytkowanych poza drogami publicznymi) w zakresie odpowiedzialności cywilnej oraz nałożeniem na ich użytkowników konieczności posiadania uprawnień do kierowania. Jeżeli zmiany wejdą w życie, w wielu aspektach w praktyce zrównają rowery elektryczne z motorowerami/motocyklami.

E-bike poza drogą publiczną
E-bike używany poza drogami publicznymi może mieć silnik o dowolnej mocy i nie musi być objęty polisą OC. Komisja Europejska chce jednak zmian w postaci obowiązkowego ubezpieczenia oraz wymaganych od kierowcy uprawnień do kierowania jednośladem – szczegółów jeszcze nie podano. (fot. Newspress)

Obecnie by legalnie jeździć rowerem po drogach publicznych osoba, która nie ukończyła 18 roku życia, musi posiadać kartę rowerową (może ją otrzymać osoba, która ukończyła 10 lat) lub prawo jazdy kategorii AM (od 14 roku; odpowiednik dawnej karty motorowerowej) lub A1, B1 czy T (16 lat). Po przekroczeniu granicy dorosłości, uprawnienia do kierowania rowerami otrzymuje się z urzędu.

Ile kosztuje rower elektryczny?

Struktura rynku rowerów elektrycznych nie różni się praktycznie od znanej ze świata samochodów czy motocykli. Istnieje podział na segmenty, modele budżetowe i z półki premium. Najtańsza jest wyposażenie posiadanego już roweru w napęd elektryczny. Proste, importowane bezpośrednio z Chin zestawy akcesoriów kosztują ok. 1200 zł. Na mocny silnik i pojemne ogniwa od polskiego dystrybutora trzeba przeznaczyć 3000-4000 zł. Kompletne, najtańsze rowery elektryczne są wyceniane na ok. 3000 zł. Na sprzęt przyzwoitej klasy trzeba przeznaczyć przynajmniej dwukrotnie więcej. E-bike z osprzętem z najwyższej półki może kosztować kilkanaście tysięcy złotych i więcej (np. mocne rowery górskie z karbonową ramą).