Ford Mustang GT

Na ulicach miast nie brakuje kierowców, którzy chcą się poczuć jak bohaterowie filmu „Szybcy i Wściekli”. Czy istnieje skuteczne rozwiązanie tego problemu?

Nocą na ulicach dużych miast można spotkać sporo drogich i bardzo szybkich samochodów, których kierowcy urządzają sobie nielegalne wyścigi. Prawie jak w grze z serii Need for Speed, ale z tą różnicą, że gdy coś pójdzie źle, nie można wcisnąć „restart”. Nie trzeba chyba przypominać, że ulica to nie tor wyścigowy, a w razie wypadku mogą ucierpieć także osoby postronne.

Wśród możliwych rozwiązań tego problemu (obok ostrzejszych kar dla kierowców i zwiększenia liczby patroli) często pojawia się argument o tym, że powinno powstawać więcej profesjonalnych torów, gdzie byłoby można legalnie potrenować. W ostatnich latach przybyło w Polsce takich obiektów, z kolei inne – przegrały nierówną walkę z branżą deweloperską (m.in. tor w Lublinie i tor próbny FSO na warszawskim Żeraniu). Czy to faktycznie mogłoby pomóc? Niektórzy są zdania, że budowa torów nie załatwi sprawy – kierowcy podszkolą swoje umiejętności na zamkniętym terenie, a później zaczną jeszcze odważniej jeździć po publicznych drogach. Jak widać, brak jednoznacznej recepty na to, jak poradzić sobie z ulicznymi wyścigami.

W stanie Georgia (USA) pojawia się ostatnio sporo ciekawych pomysłów dotyczących motoryzacji. Tym razem jednak nie piszemy o wydawaniu prawa jazdy bez zdanego egzaminu, lecz właśnie o street racingu. W dobie koronawirusa, gdy ludzie zostają w domach, a ulice są puste, wzrosła liczba piratów drogowych. Dlatego włodarze Atlanty (stolicy Georgii) wpadli na pomysł, żeby stworzyć swego rodzaju plac zabaw dla kierowców, czyli wyznaczone miejsce, gdzie mogliby legalnie się ścigać, jeździć poślizgami czy „palić gumę”. Ich zdaniem dzięki temu na drogach publicznych rzadziej będzie dochodzić do niebezpiecznych sytuacji.

Takie rozwiązanie funkcjonuje już w Detroit, gdzie co prawda doszło do kilku incydentów z udziałem widzów, ale nie odnotowano żadnego poważnego wypadku i nie ucierpiał żaden przypadkowy uczestnicy ruchu. Z podobnymi inicjatywami wyszły także władze Sacramento i Kansas City.

Nie trzeba chyba dodawać, że pomysł włodarzy stolicy stanu Georgia spotkał się z pozytywnym odzewem ze strony entuzjastów motoryzacji. Dla równowagi pojawiły się także głosy krytykujące tę koncepcję. A jakie jest Wasze zdanie? Czy gdyby było więcej ogólnodostępnych torów, to liczba piratów drogowych byłaby mniejsza?

Źródło: The Drive

Oceny czytelników
[Głosów: 4 Średnia: 5]

3 KOMENTARZE

  1. Prawo i przepisy powinny być dostosowane do realiów życia A nie przeciwko nim. Jeśli ktoś chce się wyżyć za kółkiem i podszkolic umiejętności, proszę bardzo! Poza drogami publicznymi na terenie prywatnym. Za granicą jest pełno torów i terenów gdzie za niewielką opłatą urządza się weekendowe wyścigi. Na wlasne ryzyko, jak to w sporcie. Zwiekszaja sie umiejetnosci, spada agresja na codzień.

  2. Sprawa jest dość prosta. Tory jak najbardziej powinny powstawać żeby się wyżyć. Droga jest prosta. Twój samochód ,twoje opony twoja sprawa oczywiście z zachowaniem wszelkich środków bezpieczeństwa. A na drogach wystarczą wysokie kary a w skrajnych przypadkach np. Frog. Najzwyklejszy przepadek mienia tak jak za alkohol i narkotyki z marihuaną włącznie. Problem natomiast polega na tym że my nie potrafimy brać przykładu od innych i uczyc sie na cudzych błędach.

  3. Myślę że powinno powstać kilka torów aby kierowcy mogli nie tylko się poszaleć ale także i doskonalić swoje umiejętności. Prawda jest taka że po podstawowym kursie mamy fatalnych kierowców.A karą za nielegalne wyścigi powinna być dwukrotna wartość samochodu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here