Prędkość - licznik

Niemcy oraz niewielka Wyspa Man pozostają ostatnimi europejskimi bastionami dróg bez ograniczeń prędkości. Sytuacja wkrótce może ulec zmianie. Za Odrą coraz częściej i głośniej mówi się o limicie 130 km/h.

W chwili pojawienia się samochodów i motocykli ludzkość uzależniła się od prędkości. Od lat w większości krajów świata obowiązują limity 110-130 km/h. Ich przeciwnicy twierdzą, że są oderwane od rzeczywistości, argumentując, że współczesne samochody są znacznie bardziej dopracowane niż kiedyś, więc pewniej się prowadzą, sprawniej hamują i elektronicznymi systemami bronią się przed poślizgiem czy zjechaniem z drogi. Nie można jednak zapominać, że współczesne auta izolują kierowcę od drogi w nieznany dotąd sposób – 130 km/h nie jest męczącą prędkością podróżną nawet w miejskich autach.

Warto wiedzieć: Niższe limity prędkości także w Polsce? Takich zmian chcą posłowie

Niestety stale rośnie także liczba czynników rozpraszających kierowcę. Systemy multimedialne pojazdów mają coraz więcej ciekawych funkcji, a wielu zmotoryzowanych nawet podczas jazdy nie odkłada smartfona. A fizyki oszukać nie sposób – wysokie prędkości nie tylko skracają czas niezbędny na dotarcie do celu, ale również zwiększają energię kinetyczną pojazdu, co przekłada się na wydłużenie drogi hamowania czy poważniejsze skutki wypadków. Przy szybkiej jeździe skraca się też czas na podjęcie właściwej decyzji. Wszystko to skłoniło Niemców do podtrzymania debaty na temat wprowadzenia limitu 130 km/h na autostradach (obecnie obowiązuje on na 23% ich sieci, a na kolejnych 6% jest wprowadzany okresowo). Tamtejsza rada na rzecz bezpieczeństwa przypomina o programie Vision Zero, który zakłada dążenie do minimalizacji ofiar na europejskich drogach.

W Niemczech dużo brakuje do utrzymania zakładanego spadku liczby zabitych. Za efektywny od strony finansowej oraz szybko przynoszący efekty uznano pomysł narzucenia limitu prędkości na autostradach z możliwością podniesienia go na wybranych odcinkach specjalnym oznakowaniem. Wbrew obiegowym opiniom niemieckie autostrady nie są wybitnie bezpieczne. Na tle innych europejskich tras szybkiego ruchu wypadają przeciętnie – według ETSC w przeliczeniu na liczbę zabitych na miliard kilometrów zajmują 10. miejsce, a ryzyko śmierci na „autobanie” jest dwukrotnie wyższe niż na jej brytyjskim czy duńskim odpowiedniku. Niemieckie ruchy na rzecz bezpieczeństwa na drogach podkreślają, że niższe tempo jazdy istotnie skraca drogę hamowania, zmniejsza skutki zderzeń i podnosi płynność ruchu – nie można zapominać, że po prawym pasie z prędkością „zaledwie” 90 km/h przemieszczają się niezliczone ciężarówki. I to właśnie skrajne różnice prędkości są często przyczyną najpoważniejszych zdarzeń.

Redakcja poleca: Zamówiłeś nowe Volvo? Nie pojedziesz nim szybciej niż 180 km/h

Ostatni projekt ograniczenia prędkości do 130 km/h odrzucono w lutym. Lokalna rada na rzecz bezpieczeństwa nie zamierza jednak składać broni. Na razie nie ma poparcia wszystkich partii, ale na ten pomysł coraz przychylniej spogląda zarówno rząd (rozliczany ze statystyk przez Unię Europejską), jak również europejska rada na rzecz bezpieczeństwa drogowego. Paradoksalnie na odgórnym ograniczeniu prędkości możemy skorzystać wszyscy. Gdy upadnie ostatni bastion szybkiej jazdy, producenci samochodów będą mogli przystosowywać je do jazdy z niższymi prędkościami. Na taki krok zdecydowało się już zresztą Volvo. Mniejszy zakres możliwych do uzyskania prędkości oznacza niższe koszty projektowania i użytkowania pojazdu – skróci się czas niezbędny do przetestowania prototypów, będzie można dokonać różnych optymalizacji (np. w zestopniowaniu skrzyń biegów i aerodynamice), a wysokie indeksy prędkości w oponach staną się zbędne.

Oceny czytelników
[Głosów: 3 Średnia: 5]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here