Raport autoDNA (4)

Mimo wszelkich prób „ukrócenia” praktyk nieuczciwych sprzedawców, kupno używanego auta do nadal niemałe wyzwanie. Eksperci serwisów autoDNA i SW Research przyjrzeli się problemowi jawności informacji na rynku używanych aut. Oto ich raport.

Gdy w 2004 r. Polska dołączyła do grona państw członkowskich Unii Europejskiej, nastąpił diametralny wzrost importu używanych samochodów: z kilkudziesięciu tysięcy rejestrowanych aut zza granicy w 2003 r. nagle, w 2004 r., zrobiło się ponad 800 tysięcy. Ten poziom utrzymuje się do dzisiaj, ze sporadycznymi wahaniami w górę (ponad milion w 2008 i 2016 r.) lub w dół (poniżej 700 tys. w latach 2011-12). W połączeniu z dynamicznym rozwojem infrastruktury drogowej i rosnącym poziomem zamożności obywateli doszło do sytuacji, gdy Polska stała się jednym z najbardziej zmotoryzowanych krajów UE, wyprzedzając nawet Niemcy (610 aut na 1000 mieszkańców, podczas gdy w Polsce w 2018 r. było ich 672).

Nie przeczy to jednak faktowi, że park samochodów jeżdżących po Polsce uznawany jest za jeden z najstarszych na naszym kontynencie. Na polskie ulice trafia mnóstwo sprowadzonych kilkunastoletnich aut (głównie 11/12-letnich), które nie przyczyniają się do obniżenia średniego wieku pojazdu w Polsce, wynoszącego 13,5 roku. Sprowadzanie samochodów z tych roczników nie wzięło się z „widzimisie” osób sprzedających: takie auta zwyczajnie znajdują nabywców, ponieważ nie stanowią zaporowego wydatku, a przeważnie można w nich liczyć na ciekawe wyposażenie lub mocny silnik.

Autokomis; komis; Radom
Polacy wciąż na szeroką skalę sprowadzają i kupują kilkunastoletnie samochody. Ich stan techniczny często pozostawia wiele do życzenia, co sprzyja wszelkim machlojkom stosowanym przez sprzedawców.

Przy kilkunastoletnich samochodach pojawia się zasadniczy problem. Przez tyle lat eksploatacji podawane w wątpliwość zostają takie kwestie jak bezwypadkowość, idealny stan techniczny i niski przebieg. W przypadku aut sprowadzonych dodatkowo dochodzą braki w dokumentacji serwisowej lub też nagięcia formalne, typu sprzedaż samochodu na tzw. Niemca, czyli z fałszywymi (często fikcyjnymi) danymi sprzedającego. W efekcie na polskie ogłoszenia trafia dużo tzw. lemon cars, czyli samochodów z wadami fabrycznymi lub naprawionymi na tyle nieudolnie, że nie wszystko działa w nich prawidłowo.

Właśnie takich „samochodów-cytryn” najbardziej obawiają się poszukujący auta z drugiej ręki. W efekcie poszukiwania wymarzonego samochodu stają się coraz dłuższe i bardziej nużące. Dzieje się tak również z innego powodu – skromnego zasobu informacji zawartych w ogłoszeniu, pozwalającego na wyrobienie opinii tylko na podstawie zdjęć. Niechlujnie sporządzone opisy oraz wybrakowane dane to defekty obecne w znacznej części ogłoszeń, nawet tych dotyczących młodych, a przez to drogich samochodów.

Numer VIN – sposób na zwiększenie przejrzystości ogłoszeń

Problem niskiej transparentności rynku samochodów używanych, tj. zaburzonej jawności informacji dot. wystawianych aut, stał się powodem do sporządzenia raportu przez serwis autoDNA we współpracy z SW Research. Oparty on został na wywiadach internetowych przeprowadzonych na 1000 osobach. Tematyka odnosiła się do istoty zwiększania transparentności ogłoszeń poprzez zamieszczanie w nich numeru VIN. Jak wiadomo, na jego podstawie można dokładnie rozszyfrować nie tylko wiek, przebieg i wyposażenie pojazdu, ale i również historię szkód, włącznie z przeprowadzonymi naprawami. Właśnie tym zajmuje się autoDNA – przygotowywaniem raportów z historii konkretnych pojazdów. Niestety, statystyki odnośnie świadomości wagi numeru VIN nie napawają optymizmem: zaledwie 16% kierowców zna wszystkie „tajniki” tego ciągu cyfr, podczas gdy reszta ma bardzo skromną wiedzę na ten temat.

Najczęściej sprawdzane po VIN samochody używane w 2020 roku

Z najnowszego materiału dowiadujemy się, że aż 80% polskich kierowców lepiej ocenia ogłoszenia z już podanym numerem VIN. Mało tego, są w stanie nawet więcej zapłacić za samochód z takiej aukcji. Podobny udział tyczy się osób postrzegających numer VIN jako obowiązkową część aukcji internetowej dotyczącej używanego samochodu. Takiego samego zdania są zresztą niektóre portale ogłoszeniowe, jak np. Otomoto.pl, który od roku wymaga od wystawiających samochody podawania ich numerów identyfikacyjnych. W ten sposób wierzą, że przynajmniej w jakimś stopniu ograniczą ryzyko zakupienia motoryzacyjnej „miny” bezpośrednio z ich strony.

Raport autoDNA (2)
Podczas oględzin warto porównać numer VIN z ogłoszenia z tym umieszczonym na samochodzie. Zazwyczaj odczytamy go ze słupków przy fotelach kierowcy/pasażera i z odsłoniętej wnęki w desce rozdzielczej (przy wycieraczce kierowcy).

Okazuje się, że samo ujawnienie numeru VIN jest już wystarczającym kredytem zaufania do sprzedawcy, ponieważ aż 60% ankietowanych nigdy nie weryfikowało na jego podstawie historii pojazdu, a tylko 34% postanowiło sprawdzić ją przed udaniem się na oględziny. Zazwyczaj robili to za pośrednictwem darmowej witryny historiapojazdu.gov.pl, która jednak nie daje aż tylu informacji co płatne raporty z takich serwisów jak autoDNA. Zaledwie 15% ankietowanych potwierdziło, że wykupienie takiego raportu jest warunkiem koniecznym przed podpisaniem umowy sprzedaży. Ci, którzy się zdecydowali wydać na nie kilkadziesiąt złotych, zazwyczaj są zadowoleni z ich zawartości (67% usatysfakcjonowanych osób).

Wnioski

Według ekspertów z autoDNA i SW Research podawanie do wiadomości publicznej numeru identyfikacyjnego pojazdu skutecznie zwiększy świadomość nabywców używanych aut i przyczyni się do korzystniejszego postrzegania sprzedawców, oczywiście tych uczciwych. Oczywiście na podstawie VIN-u nie da się całkowicie wyeliminować ryzyka wejścia w posiadanie felernego samochodu, niemniej taki proceder skutecznie odsieje „lemon cars” od reszty.

Co to jest numer VIN i w jaki sposób go dokładnie sprawdzić?

Pełną wersję raportu transparentności rynku wtórnego zamieszczamy pod tym linkiem.

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here